Prywatny Ośrodek Treningu i Psychoterapii


wstecz

ARTYKUŁY PRASOWE



Witam. Z tej strony Beata Fojcik. Chciałabym z Panem przeprowadzić krótki wywiad drogą mailową.
Rozmowa na temat uzależnień dla gazety "The Czas" - głos młodzieży rybnickiej. "The Czas" tworzą uczniowie V LO w Rybniku.

1. Jak wygląda walka z narkomanią, bądź alkoholizmem? Czego potrzeba, by przezwyciężyć nałóg?

Z narkomanią i alkoholizmem nie można walczyć należy je leczyć. O sposobach leczenia można się dowiedzieć na naszych stronach internetowych (pozwalam na wykorzystanie tych materiałów w tak szlachetnym celu)

2. Podobno człowiek uzależniony musi znaleźć się na dnie, by rozpocząć leczenie...

Dno jest pojęciem względnym u każdego może być inne . Osoba uzależniona musi ponosić konsekwencje swojego postępowania aby zdecydowała się
podjąć leczenie.

3. Co dzieje się, gdy człowiek zrozumie, że przez nałóg umknęła połowa życia?

Osoba świadoma tego, że część życia utraciła z powodu uzależnienia stara się po leczeniu resztę życia przeżywać konstruktywnie z towarzyszącą jej i zrozumianą pogodą ducha.(Znajomość słów modlitwy o pogodę ducha wszystko wyjaśnia, nawet ludziom nie uzależnionym - "Boże użycz mi pogody ducha abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi abym zmieniał to co mogę zmienić i mądrości abym odróżniał jedno od drugiego")

4. Dlaczego chętnie pomaga pan osobom, które znalazły się w tarapatach?

Jestem lekarzem z powołania, tak samo jak kadra ośrodka, którą tworzą ludzie charyzmatyczni, wspaniali fachowcy w dziedzinie leczenia uzależnień. Pomaganie ludziom chorym to nasz obowiązek. My rozumiemy cierpienie uzależnionych, ich chorobę, ale największą nagrodą i motywacją dla nas jest odzyskana radość z życia tych którzy rozpoczęli trzeźwe życie po leczeniu, radość i wdzięczność ich bliskich. Ratując jednego uzależnionego ratujemy ich rodziny. To jest motor napędowy do tej pracy. Osobiście uważam, że każdy jest do czegoś przeznaczony - ja do leczenia wspaniałych, chorych ludzi, którzy odważnie podjęli wyzwanie zmiany marazmu życia jakim było tkwienie w uzależnieniu na życie trzeźwe. To są prawdziwi bohaterowie w tej historii!


5. Jak często miał pan do czynienia z młodzieżą w wieku 0d 16-20 lat? Była to tzw. trudna młodzież, czy raczej każdy może popaść w nałóg?

Tak, bardzo często mamy do czynienia z osobami młodymi. Coraz więcej młodych ludzi popada w uzależnienia i co przeraża zaczynają coraz młodsi. Każdy może popaść w nałóg (uzależnienie) – po prostu zachorować - bez względu na wiek, płeć, rasę, kraj zamieszkania, wykształcenie, status społeczny czy majątkowy.

6. Niektórzy mówią, że po zażyciu jakiegoś środka czują się naprawdę szczęśliwi...

Środki psychoaktywne ( alkohol, narkotyki, leki i inne) mają to do siebie, że po zażyciu dają uczucie zadowolenia i szczęścia czy też poczucie mocy (mechanizm iluzji). Po zaprzestaniu ich działania zaczynają się przykre konsekwencje i nieprzyjemne uczucia na poziomie psychicznym i fizycznym.

7. Czasami chcemy poczuć "mega odlot". Co pan o tym sądzi?

Nie sądzę aby wszyscy chcieli poczuć mega odlot. Jeśli ktoś ma takie pragnienia to należy jak najszybciej udać się do
specjalisty i o tym porozmawiać. Lepiej zapobiegać niż leczyć! Zanim się podejmie decyzję o jakimś działaniu lepiej
wcześniej posłuchać kogoś mądrzejszego z dobrym doświadczeniem, kogoś kto nam doradzi. Jednak do tego potrzeba odrobinę pokory, a nas ludzi często gubi pycha.

8. Czy nie uważa pan, że temat uzależnienia w Polsce jest nadal tematem tabu?

Uzależnienie nie jest już w Polsce tematem tabu. Osoby publiczne często przyznają się do sowich uzależnień, mówią jak pozytywnie zmieniło się ich życie po profesjonalnym leczeniu. Problemem jest przeznaczanie przez nasz Rząd małej ilości środków na leczenie i profilaktykę uzależnień.

Pozdrawiam
dr Włodzimierz Glinka
www.janochy.pl


Wojując z wrogiem

Data dodania: 2009-11-30 14:45:43

O tym, dlaczego tak łatwo uzależnić się od papierosów i tak trudno od nich uwolnić, rozmawiamy z terapeutą Bronisławem Marciszem z Ośrodka Detoksykacyjno-Terapeutycznego "Janochy".

PANI: Jakie procesy zachodzą w mózgu, że czujemy przyjemność z palenia ?

Bronisław Marcisz: Nikotyna jest substancją psychoaktywną, która pobudzając odpowiednie receptory w mózgu, powoduje uczucie przyjemności. W sytuacjach stresowych po zapaleniu papierosa doświadczamy rozładowania napięcia, ale to są efekty chwilowe.

PANI: Co się dzieje, gdy przestajemy palić ?

Bronisław Marcisz: Podobnie jak po odstawieniu alkoholu czy narkotyków pojawia się głód. Jego objawy bywają bardzo przykre: od obniżonego nastroju, niepokoju, rozdrażnienia, kłopotów z koncentracją przez dolegliwości fizyczne - takie jak ból głowy, bezsenność, kaszel, stany zapalne jamy ustnej i gardła - aż po halucynacje. W ten sposób organizm domaga się porcji nikotyny, do której go przyzwyczailiśmy.

PANI: Dlaczego często nie wystarczy chcieć rzucić ?

Bronisław Marcisz: Czasem objawy zespołu abstynenckiego są tak silne, że się poddajemy. Wtedy warto szukać pomocy u specjalistów. Terapeuta pomoże wzmocnić motywację do rzuczenia palenia, nauczy radzić sobie z głodem, podpowie, jak w towarzystwie palących powstrzymać się przed sięgnięciem po papierosa. Warto też zwrócić się do lekarza, który może przepisać lek działający na obszar w mózgu odpowiedzialny za odczuwanie głodu nikotyny. Przestrzegam natomiast przed sięganiem po środki uspokajające, bo można w takiej sytuacji bardzo łatwo się od nich uzależnić.

PANI: A gumy i plasterki mogą pomóc ?

Bronisław Marcisz: Tylko wtedy, kiedy przestaliśmy palić. To znaczy - nie redukujemy liczby wypalanych papierosów, lecz faktycznie nie palimy i cierpimy z powodu głodu nikotynowego. Czysta nikotyna w odpowiedniej dawce, która dostaje się do organizmu z plastrów lub gumy, znosi objawy głodu. Ale trzeba jeszcze umieć poradzić sobie z rękami przyzywczajonymi do trzymania papierosa czy z niezapaleniem przy kawie.

PANI: Czy coś jeszcze pomaga ?

Bronisław Marcisz: Świadomość wolności od nałogu, tego, że odzyskamy węch i smak, przestaniemy śmierdzieć papierosami, że będziemy zdrowsi. No i że za pieniądze, których nie wydamy na papierosy możemy np. pojechać na egzotyczne wakacje.

Rozmawiała: Katarzyna Koper


Czy legalizować tzw. narkotyki miękkie - wywiad z dr Włodzimierzem Glinką a Michałem Stangret

Szamani w Amaryce Południowej palą marihuanę i potrafią w zdrowiu żyć po 100 lat. Może przesadzamy nazywając zwykłe zioło niebezpiecznym narkotykiem?

Ale od połowy lat 80-tych na rynku nie ma już naturalnego zioła. Nie ma już zwykłej marihuany jaką kiedyś paliły Dzieci Kwiaty. To co trafia na rynek to chemicznie przetworzone zioło, które oprócz tego, że zamiast 0,5 proc. potrafi mieć do 25 proc. THC, to co najhgorsze jest na wskroć przesiąknięte chemicznymi wzmacniaczami, opryskane substancjami opiatowymi, albo DDT, a kto wie, czy nie jest jest jeszcze przez dealera popryskane muchozolem. Czy ten kto chce sobie przypalić, jest w stanie sprawdzić co pali?

Wie na przykład, że bierze ze sprawdzonego źródła.

Temu kto dziś sprzedaje, czy produkuje ostry narkotyk pod szyldem marihuany jako miękkiego narkotyku, chodzi - ni mniej ni więcej - tylko o to, by zdobyć klienta. Zrobi co może by klienta złamać i uzależnić.

Nawet jeśli, to od jednego jointa można się uzależnić?

Niech pan przyjedzie do mojego ośrodka. Większość z tych, którzy się tu leczą, zaczynało od marihuany. Teoretycznie byli świetni. Byli przekonani, że zapalą raz, drugi i koniec. Nikt z nich nie przypuszczał, że tak skończą.

To są osoby z dobrych domów, zwykli ludzie?

Niektórzy biorą bo mają, inni, bo mają. Dziś na marihuanę stać każdego.

Może jednak nie warto karać za posiadanie niewielkiej ilości marihuany na własny użytek?

Ależ proszę pana, ja prowadzę prywatny ośrodek, i gdybym myślał jak biznesmen, to bym powiedział: tak legalizować, nie karać. Bo miałbym więcej roboty. Ale nie mogę tego powiedzieć, zbyt dużo widziałem straconych żyć. Czy pan wie ilu widziałem młodych inteligentnych ludzi, którzy myśleli, że sobie tylko popalą od czasu do czasu. Oni byli święcie przekonani, że nie dopuszczą do sytuacji, by wejść w nałóg. Myśleli sobie, że gdy zobaczą, że coś idzie w złym kierunku, przestaną. Problem w tym, że nie dostrzegli. Budzą się po latach i widzą, że coś umknęło ich kontroli, nie mają pojęcia jak to się mogło stać. Są sfrustrowani widząc jak w międzyczasie świat poszedł do przodu, ich znajomi się rozwinęli. To tylko część bólu, bo ci ludzie często są już intelektualnie uwstecznieni. Teoretycznie jesteśmy mistrzemi w budowaniu sobie planów. Praktyka pracy z uzależnionymi pokazuje co innego.


Co wirtualne gry mogą zrobić z człowiekiem?

O uzależnieniach od gier wirtualnych mówi się na razie niewiele. Może dlatego, że wydają się one nie aż tak groźne, jak na przykład narkomania. Jednak o tym, że nie należy ich lekceważyć, świadczą zdarzające się na świecie przypadki śmierci osób, które do tego stopnia zaangażowały się w grę, że ich organizm nie wytrzymał obciążenia. 

Do prywatnego ośrodka terapii uzależnień we wsi Janochy w woj. mazowieckim mało osób zgłasza się bezpośrednio ze wspomnianym problemem. "Uzależnienie od gier wychodzi na jaw najczęściej przy okazji innych, ponieważ często jedno pociąga za sobą kolejne" - mówi dyrektor ośrodka, lek. med. Włodzimierz Glinka. Chorzy w pierwszej kolejności przychodzą z uzależnieniami chemicznymi, czyli związanymi bezpośrednio z określonymi substancjami. Tymczasem w przypadku pracoholizmu, uzależnienia od hazardu lub gier również następują w organizmie człowieka przemiany biochemiczne. "Wydzielają się wtedy endorfiny i adrenalina. Człowiek uzależnia się w ten sposób od potrzeby wykonywania danej czynności" - mówi Glinka. 

O uzależnieniu od gier można mówić wtedy, gdy chory spędza cały czas przy komputerze zaniedbując sen, życie towarzyskie i posiłki i kiedy nałóg zaczyna niszczyć jego sferę partnerską i zawodową. Tak było w przypadku jednego z pacjentów ośrodka, który dla gry rzucił szkołę albo pacjenta, który grał w jedną grę przez 2,5 roku. "Mimo że nie jest to uzależnienie chemiczne, zabiera czas i prowadzi do ciężkich zaburzeń psychicznych i psychofizycznych" - mówi Glinka. "Z czasem będziemy obserwować coraz więcej takich uzależnień" - ostrzega. 
Jak na razie problem na szerszą skalę istnieje głównie w krajach azjatyckich - Chinach, Japonii, Korei czy Wietnamie, gdzie powstają wyspecjalizowane ośrodki terapii tego typu uzależnień. Według informacji podanych przez portal 4press.pl, firma Xtive z Korei Południowej opracowała nawet sposób, który miał ograniczyć to negatywne zjawisko: stworzyła program, który odtwarza pewną sekwencję dźwięków, mającą zmuszać gracza do zrobienia sobie przerwy. Dźwięk ten to bodziec podprogowy, który może być odbierany tylko podświadomie. Komunikat o zaprzestaniu grania jest powtarzany z niewiarygodną prędkością od 10 tys. do 20 tys. razy. Nie da się co prawda rozpoznać znaczenia słów, ale są one podobno rejestrowane przez ludzką podświadomość. 

Zapobieganie uzależnieniom od gier należy zacząć od dzieci, a sprawy w swoje ręce powinni wziąć rodzice. "Chodzi o to, by jak najwięcej wiedzieć o swoim dziecku, rozbudzać w nim różne zainteresowania i rozsądnie dozować mu rozrywki elektroniczne" - radzi Glinka. 
O tym, że najbardziej narażone na uzależnienie od gier są dzieci, świadczy struktura pacjentów umieszczanych w klinice leczenia uzależnień od tego typu rozrywki w Wietnamie: pod koniec 2008 roku przebywało tam w sumie 50 nastolatków, przeważnie w wieku od 13 do 18 lat. W ośrodku próbuje się zainteresować młodzież sportem, malarstwem czy muzyką. 

(PAP Life) 
Ewa Zimnicka (PAP Life) 


zobacz więcej 0 kliknij
Zobacz więcej >> http://iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=50&Itemid=3 




Prywatny Ośrodek Detoksykacyjno-Terapeutyczny „Janochy”

e-mail: dr.glinka@interia.pl